piątek, 16 listopada 2012

Rozdział 3

Rozdział 3
To tylko sen.

Spojrzałam przez okno ,zobaczyłam jedynie mojego tatę. Tylko wyglądał jakoś inaczej niż zwykle. Nie pamiętam jak , po w tej samej chwili poczułam dziwny chłód. Nie wiem co się dokładnie wtedy stało. Możliwe ,że to był zwykły sen. Chociaż , chociaż wyglądał bardzo realistycznie. No ale obudziłam się w swoim łóżku więc musiał być to sen.
Wstałam ,ubrałam się i zeszłam na dół. Znowu czułam woń naleśników. Gdy weszłam do kuchni miałam  vu...
-O Molly wstałaś. Przygotowałam twoje ulubione naleśniki!
Tyle tym razem  przy stole siedział tata , mama i Alison . O nie! Za dziesięć minut mam autobus. Znowu to samo... Co się dzieje ?!?!?!?! Na szczęście w szkole było inaczej. Alexa już nie było. (uff)
Ach pierwszy francuski...
-Bonjour Madame!
-Bonjour! Wyciągamy karteczki - powiedziała pani Veren
Znowu kartkówka? Na szczęście z przypomnienia miesięcy , dni tygodnia i tak dalej... Jak była środa??? Aaaaa , "le mercredi"...
- Oddajemy karteczki!
Lekcja mijała wolno. Nagle czas jakby się zatrzymał. Zaczęłam słyszeć dziwne dźwięki. Jakby wołanie:
- Molly... Molly! Chodź do mnie...
Ogarnął mnie strach. Znowu miałam to dziwne uczucie. Podeszłam do okna. Stał tam Alex , Jared, Ron i chłopak (młodszy od nas wszystkich ,wyglądał na pierwszą gimnazjum). Nie znałam go. Był jedynie bardzo podobny to Johny'ego. Może to jego brat?
Wyszłam z sali , pobiegłam wprost do drzwi szkoły i szybko "wyleciałam" na dwór. Oni już tam na mnie czekali. Byli ubrani w białe szaty. Co się dzieje ?
Nagle ten chłopiec chwycił mnie za rękaw i wypowiedział dziwne słowa
- Aressu .Losser. Wariossur.
Wpadłam w trans. Wiedziałam że coś się dzieje , nie chciałam iść na przód ,ale szłam. Robiłam wszystko co kazali ,chociaż nie chciałam. W środku walczyłam z tym ale nie umiałam tego "zaklęcia" pokonać. Dziwnie jest być kontrolowanym przez kogoś innego... Szłam pomiędzy Ronem a Jaredem. Mówili o mnie. Wygląda na to że myśleli że nic nie słyszę ,po rozmawiali dość głośno...
- Wiesz co , boję się o nią... - powiedział Ron.
- Ja też ,ale tak każe szef .
- No fakt. Nie chcę stracić sam wiesz czego.
- Ja też... Ona nas tylko uratuje.
Co jest grane? Czy ktoś mi powie... Boję się każdego kroku na przód. Boję się tego o czym mówią... Już sama nie wiem co myśleć...
Weszliśmy do tej samej jaskini , tylko tym razem stali tam moi rodzice razem z Johny'em. Mieli dziwne maski.
- Jest w transie? - zapytała mama.
- Tak ,mały serio umie czarować.
- Się wie. - zaśmiał się złowieszczo.
- Oby nic się nie stało...
Weszliśmy głębiej ,stała tam Alison. Czemu jest ubrana na biało? Wszyscy ubrali się na biało. Dziwnie się czuje. Nałożyli na mnie dziwną szatę. Widać że nikt nie wiedział że ja to widzę ,słyszę , czuje. Stanęli w kółku , po środku niego byłam ja. Moje czarne ,kręcone włosy zostały wyprostowane. Zostałam ubrana cała na czarno. Znowu ogarnęło mnie to dziwne uczucie...
- Ochrona - powiedziała mama.
Każdy wymieniał inne słowo... potem tata "spokój" , Alison "harmonia" , Alex "dobro" , Ron "radość" , Jared "wolność" i nadeszła pora na Johny'ego.
- Niech te wszystkie słowa ,a zwłaszcza ochrona otoczą ją... Niech będzie bezpieczna ,niech nikt jej nie znajdzie!
Te słowa skończyły całe te coś. Po co to było?
- Johny - zapytała mama. - Czy to na pewno jej pomoże?
- Pomoże ,ale nie na długo... Też się o nią boję...
Z transu wybudził mnie dźwięk harfy. Udawałam ,że nie wiem co się stało. Byłam przebrana w normalne ubrania , reszta też. Widać że udawali że nic się nie stało. Wracając z rodzicami do domu , mama zapowiedziała przeprowadzkę , wizytę u fryzjera i zakupy.
Na reszcie wyprowadzka! Zmiana szkoły! Tylko po co to wszystko?
-Mamo do jakiej szkoły pójdę?
- Do tej samej co Johny
Jak się ucieszyłam!  Po chwili poczułam się dziwniej , jakoś szczęśliwiej. Ogarnęło mnie to wszystko co mówili w czasie tej jakby modlitwy... Ale i tak nie wiem o co chodziło...
- Co się stało tato?!?!?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz