Rozdział 4
Dom.
Nagle gwałtownie się zatrzymaliśmy. Tata wyszedł z samochodu. Przejechaliśmy kotka. Szkoda mi go. A może miał rodzinę? No ale cóż . Trzeba jechać dalej. Tata przesunął go pod drzewo i pojechaliśmy dalej.
-Daleko jeszcze?
-Tak słonko -powiedziała mama.
Droga dłużyła się, dłużyła ,aż dojechaliśmy!
-Oto nasz nowy dom. Jak Ci się podoba? -zapytał tata.
-Ładny... -ale w tym momencie zobaczyłam Johny'ego ,wychodzącego z domku obok.
Pobiegłam w jego kierunku ,on zaczął biec w moim. Wskoczyłam mu w ramiona. Poczułam jak mocno mnie przytula. Najśmieszniejsze jest to ,że rodzice musieli nam zrobić zdjęcie. No ale mam pamiątkę.
-Johny !
-Molly!
Nie dość że mieszkamy obok siebie, do chodzimy do jednej szkoły.
-Molly chodź , idziemy do fryzjera i na zakupy
-Już idę mamo! Pa pa Johny!
I poszłam z mamą. Nowa fryzura , boję się ... Przez 5 lat zapuszczałam włosy i teraz je ściąć... A są takie długie... Szkoda mi ich. No ale mama każe ,więc muszę. Fryzjer zaczął ścinać moje włosy. Za każdym cięciem leciała mi jedna łza. Może to nie było aż tak straszne ,ale dla mnie to było jak opuszczenie cząstki mnie...
środa, 28 listopada 2012
piątek, 16 listopada 2012
Rozdział 3
Rozdział 3
To tylko sen.
Spojrzałam przez okno ,zobaczyłam jedynie mojego tatę. Tylko wyglądał jakoś inaczej niż zwykle. Nie pamiętam jak , po w tej samej chwili poczułam dziwny chłód. Nie wiem co się dokładnie wtedy stało. Możliwe ,że to był zwykły sen. Chociaż , chociaż wyglądał bardzo realistycznie. No ale obudziłam się w swoim łóżku więc musiał być to sen.
Wstałam ,ubrałam się i zeszłam na dół. Znowu czułam woń naleśników. Gdy weszłam do kuchni miałam déjà vu...
-O Molly wstałaś. Przygotowałam twoje ulubione naleśniki!
Tyle tym razem przy stole siedział tata , mama i Alison . O nie! Za dziesięć minut mam autobus. Znowu to samo... Co się dzieje ?!?!?!?! Na szczęście w szkole było inaczej. Alexa już nie było. (uff)
Ach pierwszy francuski...
-Bonjour Madame!
-Bonjour! Wyciągamy karteczki - powiedziała pani Veren
Znowu kartkówka? Na szczęście z przypomnienia miesięcy , dni tygodnia i tak dalej... Jak była środa??? Aaaaa , "le mercredi"...
- Oddajemy karteczki!
Lekcja mijała wolno. Nagle czas jakby się zatrzymał. Zaczęłam słyszeć dziwne dźwięki. Jakby wołanie:
- Molly... Molly! Chodź do mnie...
Ogarnął mnie strach. Znowu miałam to dziwne uczucie. Podeszłam do okna. Stał tam Alex , Jared, Ron i chłopak (młodszy od nas wszystkich ,wyglądał na pierwszą gimnazjum). Nie znałam go. Był jedynie bardzo podobny to Johny'ego. Może to jego brat?
Wyszłam z sali , pobiegłam wprost do drzwi szkoły i szybko "wyleciałam" na dwór. Oni już tam na mnie czekali. Byli ubrani w białe szaty. Co się dzieje ?
Nagle ten chłopiec chwycił mnie za rękaw i wypowiedział dziwne słowa
- Aressu .Losser. Wariossur.
Wpadłam w trans. Wiedziałam że coś się dzieje , nie chciałam iść na przód ,ale szłam. Robiłam wszystko co kazali ,chociaż nie chciałam. W środku walczyłam z tym ale nie umiałam tego "zaklęcia" pokonać. Dziwnie jest być kontrolowanym przez kogoś innego... Szłam pomiędzy Ronem a Jaredem. Mówili o mnie. Wygląda na to że myśleli że nic nie słyszę ,po rozmawiali dość głośno...
- Wiesz co , boję się o nią... - powiedział Ron.
- Ja też ,ale tak każe szef .
- No fakt. Nie chcę stracić sam wiesz czego.
- Ja też... Ona nas tylko uratuje.
Co jest grane? Czy ktoś mi powie... Boję się każdego kroku na przód. Boję się tego o czym mówią... Już sama nie wiem co myśleć...
Weszliśmy do tej samej jaskini , tylko tym razem stali tam moi rodzice razem z Johny'em. Mieli dziwne maski.
- Jest w transie? - zapytała mama.
- Tak ,mały serio umie czarować.
- Się wie. - zaśmiał się złowieszczo.
- Oby nic się nie stało...
Weszliśmy głębiej ,stała tam Alison. Czemu jest ubrana na biało? Wszyscy ubrali się na biało. Dziwnie się czuje. Nałożyli na mnie dziwną szatę. Widać że nikt nie wiedział że ja to widzę ,słyszę , czuje. Stanęli w kółku , po środku niego byłam ja. Moje czarne ,kręcone włosy zostały wyprostowane. Zostałam ubrana cała na czarno. Znowu ogarnęło mnie to dziwne uczucie...
- Ochrona - powiedziała mama.
Każdy wymieniał inne słowo... potem tata "spokój" , Alison "harmonia" , Alex "dobro" , Ron "radość" , Jared "wolność" i nadeszła pora na Johny'ego.
- Niech te wszystkie słowa ,a zwłaszcza ochrona otoczą ją... Niech będzie bezpieczna ,niech nikt jej nie znajdzie!
Te słowa skończyły całe te coś. Po co to było?
- Johny - zapytała mama. - Czy to na pewno jej pomoże?
- Pomoże ,ale nie na długo... Też się o nią boję...
Z transu wybudził mnie dźwięk harfy. Udawałam ,że nie wiem co się stało. Byłam przebrana w normalne ubrania , reszta też. Widać że udawali że nic się nie stało. Wracając z rodzicami do domu , mama zapowiedziała przeprowadzkę , wizytę u fryzjera i zakupy.
Na reszcie wyprowadzka! Zmiana szkoły! Tylko po co to wszystko?
-Mamo do jakiej szkoły pójdę?
- Do tej samej co Johny
Jak się ucieszyłam! Po chwili poczułam się dziwniej , jakoś szczęśliwiej. Ogarnęło mnie to wszystko co mówili w czasie tej jakby modlitwy... Ale i tak nie wiem o co chodziło...
- Co się stało tato?!?!?!
To tylko sen.
Spojrzałam przez okno ,zobaczyłam jedynie mojego tatę. Tylko wyglądał jakoś inaczej niż zwykle. Nie pamiętam jak , po w tej samej chwili poczułam dziwny chłód. Nie wiem co się dokładnie wtedy stało. Możliwe ,że to był zwykły sen. Chociaż , chociaż wyglądał bardzo realistycznie. No ale obudziłam się w swoim łóżku więc musiał być to sen.
Wstałam ,ubrałam się i zeszłam na dół. Znowu czułam woń naleśników. Gdy weszłam do kuchni miałam déjà vu...
-O Molly wstałaś. Przygotowałam twoje ulubione naleśniki!
Tyle tym razem przy stole siedział tata , mama i Alison . O nie! Za dziesięć minut mam autobus. Znowu to samo... Co się dzieje ?!?!?!?! Na szczęście w szkole było inaczej. Alexa już nie było. (uff)
Ach pierwszy francuski...
-Bonjour Madame!
-Bonjour! Wyciągamy karteczki - powiedziała pani Veren
Znowu kartkówka? Na szczęście z przypomnienia miesięcy , dni tygodnia i tak dalej... Jak była środa??? Aaaaa , "le mercredi"...
- Oddajemy karteczki!
Lekcja mijała wolno. Nagle czas jakby się zatrzymał. Zaczęłam słyszeć dziwne dźwięki. Jakby wołanie:
- Molly... Molly! Chodź do mnie...
Ogarnął mnie strach. Znowu miałam to dziwne uczucie. Podeszłam do okna. Stał tam Alex , Jared, Ron i chłopak (młodszy od nas wszystkich ,wyglądał na pierwszą gimnazjum). Nie znałam go. Był jedynie bardzo podobny to Johny'ego. Może to jego brat?
Wyszłam z sali , pobiegłam wprost do drzwi szkoły i szybko "wyleciałam" na dwór. Oni już tam na mnie czekali. Byli ubrani w białe szaty. Co się dzieje ?
Nagle ten chłopiec chwycił mnie za rękaw i wypowiedział dziwne słowa
- Aressu .Losser. Wariossur.
Wpadłam w trans. Wiedziałam że coś się dzieje , nie chciałam iść na przód ,ale szłam. Robiłam wszystko co kazali ,chociaż nie chciałam. W środku walczyłam z tym ale nie umiałam tego "zaklęcia" pokonać. Dziwnie jest być kontrolowanym przez kogoś innego... Szłam pomiędzy Ronem a Jaredem. Mówili o mnie. Wygląda na to że myśleli że nic nie słyszę ,po rozmawiali dość głośno...
- Wiesz co , boję się o nią... - powiedział Ron.
- Ja też ,ale tak każe szef .
- No fakt. Nie chcę stracić sam wiesz czego.
- Ja też... Ona nas tylko uratuje.
Co jest grane? Czy ktoś mi powie... Boję się każdego kroku na przód. Boję się tego o czym mówią... Już sama nie wiem co myśleć...
Weszliśmy do tej samej jaskini , tylko tym razem stali tam moi rodzice razem z Johny'em. Mieli dziwne maski.
- Jest w transie? - zapytała mama.
- Tak ,mały serio umie czarować.
- Się wie. - zaśmiał się złowieszczo.
- Oby nic się nie stało...
Weszliśmy głębiej ,stała tam Alison. Czemu jest ubrana na biało? Wszyscy ubrali się na biało. Dziwnie się czuje. Nałożyli na mnie dziwną szatę. Widać że nikt nie wiedział że ja to widzę ,słyszę , czuje. Stanęli w kółku , po środku niego byłam ja. Moje czarne ,kręcone włosy zostały wyprostowane. Zostałam ubrana cała na czarno. Znowu ogarnęło mnie to dziwne uczucie...
- Ochrona - powiedziała mama.
Każdy wymieniał inne słowo... potem tata "spokój" , Alison "harmonia" , Alex "dobro" , Ron "radość" , Jared "wolność" i nadeszła pora na Johny'ego.
- Niech te wszystkie słowa ,a zwłaszcza ochrona otoczą ją... Niech będzie bezpieczna ,niech nikt jej nie znajdzie!
Te słowa skończyły całe te coś. Po co to było?
- Johny - zapytała mama. - Czy to na pewno jej pomoże?
- Pomoże ,ale nie na długo... Też się o nią boję...
Z transu wybudził mnie dźwięk harfy. Udawałam ,że nie wiem co się stało. Byłam przebrana w normalne ubrania , reszta też. Widać że udawali że nic się nie stało. Wracając z rodzicami do domu , mama zapowiedziała przeprowadzkę , wizytę u fryzjera i zakupy.
Na reszcie wyprowadzka! Zmiana szkoły! Tylko po co to wszystko?
-Mamo do jakiej szkoły pójdę?
- Do tej samej co Johny
Jak się ucieszyłam! Po chwili poczułam się dziwniej , jakoś szczęśliwiej. Ogarnęło mnie to wszystko co mówili w czasie tej jakby modlitwy... Ale i tak nie wiem o co chodziło...
- Co się stało tato?!?!?!
czwartek, 15 listopada 2012
Rozdział 2
Rozdział 2
Niepewność.
Obudziło mnie te samo dziwne uczucie co po dotknięciu Alexa ,jak i Rona. Dalej miałam związane oczy. Udawałam że dalej śpię. Bałam się że znowu mnie uśpią ,a chciałam wiedzieć co się dzieje. Nagle usłyszałam krzyk:
- Puść ją , jeszcze coś poczuje i ją obudzisz. Po jeśli jest ona tą której on szuka to Ciebie wyczuje.
Nie wiem kto to powiedział ,ale wydaje się że Jared. Po tego głosu nie znałam ,całą drogę szeptał coś z Ronaldem. Gdy tak szeptali usłyszałam tylko "Mi się wydaje ,że to ona" . Dlatego tak się bałam. Nagle ktoś wszedł do pokoju. Nic nie widziałam ,ale wszystko wyraźnie słyszałam...
- O szef...
- Obudźcie ją i zostawcie nas.
- Tak jest szefie!- powiedziały trzy głosy.
Nagle poczułam chłód. Zapytałam co się dzieje. Odsłonili mi oczy. Zobaczyłam mężczyznę , wyglądał na mój wiek . Na głowie miał kaptur ,a twarz ukrytą w nim. Powiedźmy prościej ,miał schyloną głowę. Kiedy wszyscy wyszli zasłonił zasłony w pokoju. Zapalił lampkę , ale dalej nie mogła zobaczyć jego twarzy. Podszedł do mnie:
- Hej Molly - w głosie było słychać radość.
- Kim jesteś? Co ja tu robię? Wypuść mnie!
- Uspokój się ,nic Ci nie zrobię.
- Wierz jakoś Ci nie wierze ...
Po chwili obrócił się i ściągnął kaptur. Popatrzył na mnie. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu ,wstałam z krzesła ,a właściwie zeskoczyłam i się na niego rzuciłam.
- Johny! Johny! - uderzyłam go z liścia.
- Za co to ?
- Za to że milczałeś tyle czasu. Zero telefonów ? Martwiłam się... Czekałam chociaż na jeden sygnał ,że żyjesz!
- Przepraszam ,nie miałem jak dzwonić. Myślałem że wiesz...
- Co miałam wiedzieć?
- Rodzice mieli Ci opowiedzieć. Przecież nasi rodzice się znają od małego... Ale dowiedź się sama od mamy. Ciekawe czy powie Ci prawdę.
W mojej głowie szalały myśli. Nie wiedziałam o co chodzi. Do pokoju wszedł Jared. Zabrał mnie. Razem z Alexem i nim szłam w kierunku szkoły. Całą drogę myślałam o tym ,o co chodziło Johny'emu . Przecież rodzice nic przede mną nie ukrywają ,chociaż po tym co on mi powiedział to już sama nie wiem. Muszę się jak najszybciej dowiedzieć...
Na szczęście udało mi się trafić na autobus. Jak tylko weszłam cała klasa zaczęła na mnie dziwnie patrzeć ,tak samo na Alex'a i Jared'a. Usiedliśmy na końcu autobusu , a to dziwne po nigdy tam miejsca nie było. Usiadaliśmy , całą godzinę jechaliśmy w milczeniu. W końcu zapytałam.
- O co chodziło Johny'emu ?
Nic nie odpowiedzieli. Autobus zatrzymał na ulicy Ansera. Oboje wysiedli . Autobus był prawie pusty , tylko ja i Maggie. Nie znałam jej. Była z innej klasy. Jeszcze mieliśmy czterdzieści minut jazdy ,więc postanowiłam się przesiąść to niej.
- Hej - powiedziałam to niej z uśmiechem.
Nic. Zero odpowiedzi. Powtórzyłam. Dalej nic. Odeszłam. Najwidoczniej Maggie nie miała ochoty gadać , cóż ,szkoda.
***
Dojechałam do domu. Szybko weszłam. Alison jeszcze nie było. Mama siedziała w oknie ,patrzyła w niebo... Podeszłam do niej:
- Cześć mamo!
Nie zareagowała. Dziwne... Czemu nikt nie reaguje na to co mówię. Dzieje się to od kąt zobaczyłam Johny'ego... Dotknęłam mamę. Dopiero wtedy się ocknęła.
- O hej , cześć Molly...
- Mamuś ,co tam patrzyłaś w niebo?
- Nie-ie ,nie ważne...
- Mamo mów. Dzisiaj spotkałam Johny ,powiedział mi coś dziwnego.
W mamy oczach pojawił się smutek jak i strach...
- Miał Ci nie mówić. Miałaś o tym nie wiedzieć...
- O czym?
- To nie wiesz?
- Nie ,a co mam wiedzieć to jasnej cholery? - Zapytałam już zniecierpliwiona i wkurzona.
Mama zaczęła płakać. Nie wiedziałam o co chodzi. Gdy nagle spadło coś z nieba. Popatrzyłam przez okno i nie mogłam uwierzyć w co widzę...
Niepewność.
Obudziło mnie te samo dziwne uczucie co po dotknięciu Alexa ,jak i Rona. Dalej miałam związane oczy. Udawałam że dalej śpię. Bałam się że znowu mnie uśpią ,a chciałam wiedzieć co się dzieje. Nagle usłyszałam krzyk:
- Puść ją , jeszcze coś poczuje i ją obudzisz. Po jeśli jest ona tą której on szuka to Ciebie wyczuje.
Nie wiem kto to powiedział ,ale wydaje się że Jared. Po tego głosu nie znałam ,całą drogę szeptał coś z Ronaldem. Gdy tak szeptali usłyszałam tylko "Mi się wydaje ,że to ona" . Dlatego tak się bałam. Nagle ktoś wszedł do pokoju. Nic nie widziałam ,ale wszystko wyraźnie słyszałam...
- O szef...
- Obudźcie ją i zostawcie nas.
- Tak jest szefie!- powiedziały trzy głosy.
Nagle poczułam chłód. Zapytałam co się dzieje. Odsłonili mi oczy. Zobaczyłam mężczyznę , wyglądał na mój wiek . Na głowie miał kaptur ,a twarz ukrytą w nim. Powiedźmy prościej ,miał schyloną głowę. Kiedy wszyscy wyszli zasłonił zasłony w pokoju. Zapalił lampkę , ale dalej nie mogła zobaczyć jego twarzy. Podszedł do mnie:
- Hej Molly - w głosie było słychać radość.
- Kim jesteś? Co ja tu robię? Wypuść mnie!
- Uspokój się ,nic Ci nie zrobię.
- Wierz jakoś Ci nie wierze ...
Po chwili obrócił się i ściągnął kaptur. Popatrzył na mnie. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu ,wstałam z krzesła ,a właściwie zeskoczyłam i się na niego rzuciłam.
- Johny! Johny! - uderzyłam go z liścia.
- Za co to ?
- Za to że milczałeś tyle czasu. Zero telefonów ? Martwiłam się... Czekałam chociaż na jeden sygnał ,że żyjesz!
- Przepraszam ,nie miałem jak dzwonić. Myślałem że wiesz...
- Co miałam wiedzieć?
- Rodzice mieli Ci opowiedzieć. Przecież nasi rodzice się znają od małego... Ale dowiedź się sama od mamy. Ciekawe czy powie Ci prawdę.
W mojej głowie szalały myśli. Nie wiedziałam o co chodzi. Do pokoju wszedł Jared. Zabrał mnie. Razem z Alexem i nim szłam w kierunku szkoły. Całą drogę myślałam o tym ,o co chodziło Johny'emu . Przecież rodzice nic przede mną nie ukrywają ,chociaż po tym co on mi powiedział to już sama nie wiem. Muszę się jak najszybciej dowiedzieć...
Na szczęście udało mi się trafić na autobus. Jak tylko weszłam cała klasa zaczęła na mnie dziwnie patrzeć ,tak samo na Alex'a i Jared'a. Usiedliśmy na końcu autobusu , a to dziwne po nigdy tam miejsca nie było. Usiadaliśmy , całą godzinę jechaliśmy w milczeniu. W końcu zapytałam.
- O co chodziło Johny'emu ?
Nic nie odpowiedzieli. Autobus zatrzymał na ulicy Ansera. Oboje wysiedli . Autobus był prawie pusty , tylko ja i Maggie. Nie znałam jej. Była z innej klasy. Jeszcze mieliśmy czterdzieści minut jazdy ,więc postanowiłam się przesiąść to niej.
- Hej - powiedziałam to niej z uśmiechem.
Nic. Zero odpowiedzi. Powtórzyłam. Dalej nic. Odeszłam. Najwidoczniej Maggie nie miała ochoty gadać , cóż ,szkoda.
***
Dojechałam do domu. Szybko weszłam. Alison jeszcze nie było. Mama siedziała w oknie ,patrzyła w niebo... Podeszłam do niej:
- Cześć mamo!
Nie zareagowała. Dziwne... Czemu nikt nie reaguje na to co mówię. Dzieje się to od kąt zobaczyłam Johny'ego... Dotknęłam mamę. Dopiero wtedy się ocknęła.
- O hej , cześć Molly...
- Mamuś ,co tam patrzyłaś w niebo?
- Nie-ie ,nie ważne...
- Mamo mów. Dzisiaj spotkałam Johny ,powiedział mi coś dziwnego.
W mamy oczach pojawił się smutek jak i strach...
- Miał Ci nie mówić. Miałaś o tym nie wiedzieć...
- O czym?
- To nie wiesz?
- Nie ,a co mam wiedzieć to jasnej cholery? - Zapytałam już zniecierpliwiona i wkurzona.
Mama zaczęła płakać. Nie wiedziałam o co chodzi. Gdy nagle spadło coś z nieba. Popatrzyłam przez okno i nie mogłam uwierzyć w co widzę...
Rozdział 1
Rozdział 1
Nowy uczeń.
Nareszcie udało mi się zasnąć. Ale na bardzo krótko ,już o piątek zadzwonił budzik. Dlaczego wstaje tak wcześnie? Wyjaśnienie: mam bardzo daleko do mojej jakże cudnej szkoły. Dobrze by było jakbyśmy się wyprowadzili , po to ciągłe dojeżdżanie to masakra... A może zmienię szkołę? Jako jedyna z mojej klasy poszłam do liceum francuskiego. Może to dlatego ,że nikomu się nie chcę tak długo jechać , w końcu to 2 godziny jazdy .No ale już przywykłam. Chociaż , chociaż bardzo rzadko widuje się z Johny'm . Brakuje mi tego. Ale tak to już jest jak każdy idzie za swoimi marzeniami. Ja zostałam tu ,on się przeprowadził i znalazł lepszą szkołę od mojej. O wyższym poziomie oczywiście. No ale on zawsze miał wielkie ambicje. Już od przedszkola musiał być we wszystkim najlepszy. Tyle czasu spędza nad książkami. To tylko dzięki niemu zdałam. Na każdej z lekcji z nim siedziałam , no ok może tylko nie na matmie ,po nasz kochana pani Olivend musiała mnie przesadzić to klasowej laluni. Wielkie cycki ,platynowe włoski jak zawsze doczepiane ... Szkoda o niej mówić.
No ale trzeba wstawać. Już w progu moich drzwi z kuchni leciały piękne zapachy. Można powiedzieć że nawet nie musiałam iść ,ta woń mnie ciągnęła za sobą.
-O Molly wstałaś. Przygotowałam twoje ulubione naleśniki! -powiedziała mama jak mnie tylko ujrzała w przejściu.
- Dzień dobry mamuś. Dziękuje. A gdzie tata ?
W tym momencie mama zamilkła ,miała już łzy w oczach. Nie wiedziałam co się dzieje ,więc zaczęłam jeść jak najszybciej śniadanie. Alison zeszła na dół jak już zjadłam. Znowu czarna kredka, poszarpana bluzka i bransoletka z ćwiekami. Mama już nie miała to niej siły. Nic dziwnego skoro już jako bobasek była nieznośna. Może i miałam wtedy 3 latka ,no ale mam pamięć.
-Autobus przyjechał ! Molly idź po Ci odjedzie jak ostatnio - krzyknęła mama.
Wybiegłam jak najszybciej umiem ,nawet kurtki nie nałożyłam ,butów nie zawiązałam. Na szczęście udało mi się wsiąść.
Autobus nie chętnie po mnie przyjeżdżał w końcu "To za daleko" . Ale zapłaciłam to musi. Jak mawia moja babcia "Mus to mus" .
Lekcje mijały wolno ,a zwłaszcza chemia... Nagle na mojej ławce znalazł się samolocik z moim imieniem. Otworzyłam :
"Siemka laska , widzę że się nudzisz. Może na następnej lekcji sobie uciekniemy, bliżej się poznamy? Jestem nowy ,wczoraj się przepisałem i nie zbyt mam z kim gadać. To co ty na to ? Odpisz.
Alex"
Bałam się uciec. Zawsze byłam dobrą uczennicą ,jeszcze nigdy nie wagarowałam. No ale się zgodziłam .W końcu zawsze musi być ten pierwszy raz. Chemia się skończyła. Nareszcie. Jeszcze trzy lekcje i do domu. Ale co ja gadam. Mnie na tych trzech lekcjach nie będzie. Nagle poczułam że ktoś mnie łapie za ramię. To Alex. Nie wiedziałam ,że jest taki przystojny.
-To co? Idziesz? - zapytał mnie szeptem.
Ja tylko pokiwałam głową. Chwycił mnie za rękę, poczułam jak mi serce szaleje ,pociągnął to okna na pierwszym piętrze. Przed nim stało dwóch chłopaków ubranych tak jakoś inaczej. Okno było otwarte. Dzwonek zadzwonił , na korytarzu zrobił się "tor przeszkód" ,w tym samym czasie poczułam jak ktoś mnie wypycha przez okno, wyszłam. Za mną wyskoczył Alex. Gdy spojrzał w moje oczy zrobiło mi się gorąco ,nie mogłam powstrzymać uśmiechu.On też się uśmiechnął. Podszedł to dwóch chłopaków ,przedstawił mi ich:
- Molly to Ronald i Jared . Olali szkołę ,właściwie to rodzice im pozwolili ,tylko moi są nie tekes... Chodźmy szybko zanim dyra nas zauważy.
Chwycił znowu mnie za rękę ,teraz poczułam się jakoś inaczej niż wcześniej. Dziwne było to uczucie ,ciężko je opisać. Pobiegliśmy w głąb lasu. Bałam się. Szliśmy dalej, doszliśmy to jakiejś dziwnej jaskini. Weszli , ja stałam jak wryta ,bałam się bardziej. Nagle wychylił się Ronald:
-Hej , wchodź już.
I pociągnął mnie za rękę. Też czułam się dziwnie. Kiedy wchodziłam ,poczułam że ktoś nagłada mi na oczy chustę . Widziałam tylko przez nią światło , białe światło. Kiedy weszłam zaczęłam słyszeć rozmowę. Ktoś kazał mi usiąść. Usłyszałam tylko "To jej szukasz ,czuć od niej energie, widać ją w oczach..." . Po chwili głosy urwały się. Zapadła cisza. Zasnęłam.
Nowy uczeń.
Nareszcie udało mi się zasnąć. Ale na bardzo krótko ,już o piątek zadzwonił budzik. Dlaczego wstaje tak wcześnie? Wyjaśnienie: mam bardzo daleko do mojej jakże cudnej szkoły. Dobrze by było jakbyśmy się wyprowadzili , po to ciągłe dojeżdżanie to masakra... A może zmienię szkołę? Jako jedyna z mojej klasy poszłam do liceum francuskiego. Może to dlatego ,że nikomu się nie chcę tak długo jechać , w końcu to 2 godziny jazdy .No ale już przywykłam. Chociaż , chociaż bardzo rzadko widuje się z Johny'm . Brakuje mi tego. Ale tak to już jest jak każdy idzie za swoimi marzeniami. Ja zostałam tu ,on się przeprowadził i znalazł lepszą szkołę od mojej. O wyższym poziomie oczywiście. No ale on zawsze miał wielkie ambicje. Już od przedszkola musiał być we wszystkim najlepszy. Tyle czasu spędza nad książkami. To tylko dzięki niemu zdałam. Na każdej z lekcji z nim siedziałam , no ok może tylko nie na matmie ,po nasz kochana pani Olivend musiała mnie przesadzić to klasowej laluni. Wielkie cycki ,platynowe włoski jak zawsze doczepiane ... Szkoda o niej mówić.
No ale trzeba wstawać. Już w progu moich drzwi z kuchni leciały piękne zapachy. Można powiedzieć że nawet nie musiałam iść ,ta woń mnie ciągnęła za sobą.
-O Molly wstałaś. Przygotowałam twoje ulubione naleśniki! -powiedziała mama jak mnie tylko ujrzała w przejściu.
- Dzień dobry mamuś. Dziękuje. A gdzie tata ?
W tym momencie mama zamilkła ,miała już łzy w oczach. Nie wiedziałam co się dzieje ,więc zaczęłam jeść jak najszybciej śniadanie. Alison zeszła na dół jak już zjadłam. Znowu czarna kredka, poszarpana bluzka i bransoletka z ćwiekami. Mama już nie miała to niej siły. Nic dziwnego skoro już jako bobasek była nieznośna. Może i miałam wtedy 3 latka ,no ale mam pamięć.
-Autobus przyjechał ! Molly idź po Ci odjedzie jak ostatnio - krzyknęła mama.
Wybiegłam jak najszybciej umiem ,nawet kurtki nie nałożyłam ,butów nie zawiązałam. Na szczęście udało mi się wsiąść.
Autobus nie chętnie po mnie przyjeżdżał w końcu "To za daleko" . Ale zapłaciłam to musi. Jak mawia moja babcia "Mus to mus" .
Lekcje mijały wolno ,a zwłaszcza chemia... Nagle na mojej ławce znalazł się samolocik z moim imieniem. Otworzyłam :
"Siemka laska , widzę że się nudzisz. Może na następnej lekcji sobie uciekniemy, bliżej się poznamy? Jestem nowy ,wczoraj się przepisałem i nie zbyt mam z kim gadać. To co ty na to ? Odpisz.
Alex"
Bałam się uciec. Zawsze byłam dobrą uczennicą ,jeszcze nigdy nie wagarowałam. No ale się zgodziłam .W końcu zawsze musi być ten pierwszy raz. Chemia się skończyła. Nareszcie. Jeszcze trzy lekcje i do domu. Ale co ja gadam. Mnie na tych trzech lekcjach nie będzie. Nagle poczułam że ktoś mnie łapie za ramię. To Alex. Nie wiedziałam ,że jest taki przystojny.
-To co? Idziesz? - zapytał mnie szeptem.
Ja tylko pokiwałam głową. Chwycił mnie za rękę, poczułam jak mi serce szaleje ,pociągnął to okna na pierwszym piętrze. Przed nim stało dwóch chłopaków ubranych tak jakoś inaczej. Okno było otwarte. Dzwonek zadzwonił , na korytarzu zrobił się "tor przeszkód" ,w tym samym czasie poczułam jak ktoś mnie wypycha przez okno, wyszłam. Za mną wyskoczył Alex. Gdy spojrzał w moje oczy zrobiło mi się gorąco ,nie mogłam powstrzymać uśmiechu.On też się uśmiechnął. Podszedł to dwóch chłopaków ,przedstawił mi ich:
- Molly to Ronald i Jared . Olali szkołę ,właściwie to rodzice im pozwolili ,tylko moi są nie tekes... Chodźmy szybko zanim dyra nas zauważy.
Chwycił znowu mnie za rękę ,teraz poczułam się jakoś inaczej niż wcześniej. Dziwne było to uczucie ,ciężko je opisać. Pobiegliśmy w głąb lasu. Bałam się. Szliśmy dalej, doszliśmy to jakiejś dziwnej jaskini. Weszli , ja stałam jak wryta ,bałam się bardziej. Nagle wychylił się Ronald:
-Hej , wchodź już.
I pociągnął mnie za rękę. Też czułam się dziwnie. Kiedy wchodziłam ,poczułam że ktoś nagłada mi na oczy chustę . Widziałam tylko przez nią światło , białe światło. Kiedy weszłam zaczęłam słyszeć rozmowę. Ktoś kazał mi usiąść. Usłyszałam tylko "To jej szukasz ,czuć od niej energie, widać ją w oczach..." . Po chwili głosy urwały się. Zapadła cisza. Zasnęłam.
środa, 14 listopada 2012
Początek
Początek
14 listopada 1989
Mijały kolejne godziny, minuty, sekundy. Była około druga w nocy. Nie mogłam spać. Cały czas słyszałam za drzwiami kłótnie dwojga ludzi. To byli moi rodzice. Zawsze o to samo się kłócili. Dzień w dzień. Nie obchodziło ich ,że słyszę wszystko ja i moja siostra - Alison.
Alison jest młodsza o 2 lata. Szczupła ,dość wysoka brunetka o dużych ,zielonych oczach. Z pozoru wyglądała na groźną (wiadomo ,skoro codziennie ubierała glany i wychodziła cała na czarno) ,ale była spokojna jak baranek.
Na szczęście Alison spała z słuchawkami w innym pokoju. Tylko ja słyszałam całą kłótnie...
"James! James! Nie wasz się wychodzić! Słuchaj mnie to jasnej cholery! JAMES!!!!" - krzyczy mama...
Tak wygląda mój każdy dzień... Jak to nazywa mój przyjaciel - Johny - "Codzienne życie Molly" ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)