Rozdział 1
Nowy uczeń.
Nareszcie udało mi się zasnąć. Ale na bardzo krótko ,już o piątek zadzwonił budzik. Dlaczego wstaje tak wcześnie? Wyjaśnienie: mam bardzo daleko do mojej jakże cudnej szkoły. Dobrze by było jakbyśmy się wyprowadzili , po to ciągłe dojeżdżanie to masakra... A może zmienię szkołę? Jako jedyna z mojej klasy poszłam do liceum francuskiego. Może to dlatego ,że nikomu się nie chcę tak długo jechać , w końcu to 2 godziny jazdy .No ale już przywykłam. Chociaż , chociaż bardzo rzadko widuje się z Johny'm . Brakuje mi tego. Ale tak to już jest jak każdy idzie za swoimi marzeniami. Ja zostałam tu ,on się przeprowadził i znalazł lepszą szkołę od mojej. O wyższym poziomie oczywiście. No ale on zawsze miał wielkie ambicje. Już od przedszkola musiał być we wszystkim najlepszy. Tyle czasu spędza nad książkami. To tylko dzięki niemu zdałam. Na każdej z lekcji z nim siedziałam , no ok może tylko nie na matmie ,po nasz kochana pani Olivend musiała mnie przesadzić to klasowej laluni. Wielkie cycki ,platynowe włoski jak zawsze doczepiane ... Szkoda o niej mówić.
No ale trzeba wstawać. Już w progu moich drzwi z kuchni leciały piękne zapachy. Można powiedzieć że nawet nie musiałam iść ,ta woń mnie ciągnęła za sobą.
-O Molly wstałaś. Przygotowałam twoje ulubione naleśniki! -powiedziała mama jak mnie tylko ujrzała w przejściu.
- Dzień dobry mamuś. Dziękuje. A gdzie tata ?
W tym momencie mama zamilkła ,miała już łzy w oczach. Nie wiedziałam co się dzieje ,więc zaczęłam jeść jak najszybciej śniadanie. Alison zeszła na dół jak już zjadłam. Znowu czarna kredka, poszarpana bluzka i bransoletka z ćwiekami. Mama już nie miała to niej siły. Nic dziwnego skoro już jako bobasek była nieznośna. Może i miałam wtedy 3 latka ,no ale mam pamięć.
-Autobus przyjechał ! Molly idź po Ci odjedzie jak ostatnio - krzyknęła mama.
Wybiegłam jak najszybciej umiem ,nawet kurtki nie nałożyłam ,butów nie zawiązałam. Na szczęście udało mi się wsiąść.
Autobus nie chętnie po mnie przyjeżdżał w końcu "To za daleko" . Ale zapłaciłam to musi. Jak mawia moja babcia "Mus to mus" .
Lekcje mijały wolno ,a zwłaszcza chemia... Nagle na mojej ławce znalazł się samolocik z moim imieniem. Otworzyłam :
"Siemka laska , widzę że się nudzisz. Może na następnej lekcji sobie uciekniemy, bliżej się poznamy? Jestem nowy ,wczoraj się przepisałem i nie zbyt mam z kim gadać. To co ty na to ? Odpisz.
Alex"
Bałam się uciec. Zawsze byłam dobrą uczennicą ,jeszcze nigdy nie wagarowałam. No ale się zgodziłam .W końcu zawsze musi być ten pierwszy raz. Chemia się skończyła. Nareszcie. Jeszcze trzy lekcje i do domu. Ale co ja gadam. Mnie na tych trzech lekcjach nie będzie. Nagle poczułam że ktoś mnie łapie za ramię. To Alex. Nie wiedziałam ,że jest taki przystojny.
-To co? Idziesz? - zapytał mnie szeptem.
Ja tylko pokiwałam głową. Chwycił mnie za rękę, poczułam jak mi serce szaleje ,pociągnął to okna na pierwszym piętrze. Przed nim stało dwóch chłopaków ubranych tak jakoś inaczej. Okno było otwarte. Dzwonek zadzwonił , na korytarzu zrobił się "tor przeszkód" ,w tym samym czasie poczułam jak ktoś mnie wypycha przez okno, wyszłam. Za mną wyskoczył Alex. Gdy spojrzał w moje oczy zrobiło mi się gorąco ,nie mogłam powstrzymać uśmiechu.On też się uśmiechnął. Podszedł to dwóch chłopaków ,przedstawił mi ich:
- Molly to Ronald i Jared . Olali szkołę ,właściwie to rodzice im pozwolili ,tylko moi są nie tekes... Chodźmy szybko zanim dyra nas zauważy.
Chwycił znowu mnie za rękę ,teraz poczułam się jakoś inaczej niż wcześniej. Dziwne było to uczucie ,ciężko je opisać. Pobiegliśmy w głąb lasu. Bałam się. Szliśmy dalej, doszliśmy to jakiejś dziwnej jaskini. Weszli , ja stałam jak wryta ,bałam się bardziej. Nagle wychylił się Ronald:
-Hej , wchodź już.
I pociągnął mnie za rękę. Też czułam się dziwnie. Kiedy wchodziłam ,poczułam że ktoś nagłada mi na oczy chustę . Widziałam tylko przez nią światło , białe światło. Kiedy weszłam zaczęłam słyszeć rozmowę. Ktoś kazał mi usiąść. Usłyszałam tylko "To jej szukasz ,czuć od niej energie, widać ją w oczach..." . Po chwili głosy urwały się. Zapadła cisza. Zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz