czwartek, 15 listopada 2012

Rozdział 2

Rozdział 2
Niepewność.

Obudziło mnie te samo dziwne uczucie co po dotknięciu Alexa ,jak i Rona. Dalej miałam związane oczy. Udawałam że dalej śpię. Bałam się że znowu mnie uśpią ,a chciałam wiedzieć co się dzieje. Nagle usłyszałam krzyk:
- Puść ją , jeszcze coś poczuje i ją obudzisz. Po jeśli jest ona tą której on szuka to Ciebie wyczuje.
Nie wiem kto to powiedział ,ale wydaje się że Jared. Po tego głosu nie znałam ,całą drogę szeptał coś z Ronaldem. Gdy tak szeptali usłyszałam tylko "Mi się wydaje ,że to ona" . Dlatego tak się bałam. Nagle ktoś wszedł do pokoju. Nic nie widziałam ,ale wszystko wyraźnie słyszałam...
- O szef...
- Obudźcie ją i zostawcie nas.
- Tak jest szefie!- powiedziały trzy głosy.
Nagle poczułam chłód. Zapytałam co się dzieje. Odsłonili mi oczy. Zobaczyłam mężczyznę , wyglądał na mój wiek . Na głowie miał kaptur ,a twarz ukrytą w nim. Powiedźmy prościej ,miał schyloną głowę. Kiedy wszyscy wyszli zasłonił zasłony w pokoju. Zapalił lampkę , ale dalej nie mogła zobaczyć jego twarzy. Podszedł do mnie:
- Hej Molly - w głosie było słychać radość.
- Kim jesteś? Co ja tu robię? Wypuść mnie!
- Uspokój się ,nic Ci nie zrobię.
- Wierz jakoś Ci nie wierze ...
Po chwili obrócił się i ściągnął kaptur. Popatrzył na mnie. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu ,wstałam z krzesła ,a właściwie zeskoczyłam i się na niego rzuciłam.
- Johny! Johny! - uderzyłam go z liścia.
- Za co to ?
- Za to że milczałeś tyle czasu. Zero telefonów ? Martwiłam się... Czekałam chociaż na jeden sygnał ,że żyjesz!
- Przepraszam ,nie miałem jak dzwonić. Myślałem że wiesz...
- Co miałam wiedzieć?
- Rodzice mieli Ci opowiedzieć. Przecież nasi rodzice się znają od małego... Ale dowiedź się sama od mamy. Ciekawe czy powie Ci prawdę.
W mojej głowie szalały myśli. Nie wiedziałam o co chodzi. Do pokoju wszedł Jared. Zabrał mnie. Razem z Alexem i nim szłam w kierunku szkoły. Całą drogę myślałam o tym ,o co chodziło Johny'emu . Przecież rodzice nic przede mną nie ukrywają ,chociaż po tym co on mi powiedział to już sama nie wiem. Muszę się jak najszybciej dowiedzieć...
Na szczęście udało mi się trafić na autobus. Jak tylko weszłam cała klasa zaczęła na mnie dziwnie patrzeć ,tak samo na Alex'a i Jared'a. Usiedliśmy na końcu autobusu , a to dziwne po nigdy tam miejsca nie było. Usiadaliśmy , całą godzinę jechaliśmy w milczeniu. W końcu zapytałam.
- O co chodziło Johny'emu ?
Nic nie odpowiedzieli. Autobus zatrzymał na ulicy Ansera. Oboje wysiedli . Autobus był prawie pusty , tylko ja i  Maggie. Nie znałam jej. Była z innej klasy. Jeszcze mieliśmy czterdzieści minut jazdy ,więc postanowiłam się przesiąść to niej.
- Hej - powiedziałam to niej z uśmiechem.
Nic. Zero odpowiedzi. Powtórzyłam. Dalej nic. Odeszłam. Najwidoczniej Maggie nie miała ochoty gadać , cóż ,szkoda.

                                                                            ***

Dojechałam do domu. Szybko weszłam. Alison jeszcze nie było. Mama siedziała w oknie ,patrzyła w niebo... Podeszłam do niej:
- Cześć mamo!
Nie zareagowała. Dziwne... Czemu nikt nie reaguje na to co mówię.  Dzieje się to od kąt zobaczyłam Johny'ego... Dotknęłam mamę. Dopiero wtedy się ocknęła.
- O hej , cześć Molly...
- Mamuś ,co tam patrzyłaś w niebo?
- Nie-ie ,nie ważne...
- Mamo mów. Dzisiaj spotkałam Johny ,powiedział mi coś dziwnego.
W mamy oczach pojawił się smutek jak i strach...
- Miał Ci nie mówić. Miałaś o tym nie wiedzieć...
- O czym?
- To nie wiesz?
- Nie ,a co mam wiedzieć to jasnej cholery? - Zapytałam już zniecierpliwiona i wkurzona.
Mama zaczęła płakać. Nie wiedziałam o co chodzi. Gdy nagle spadło coś z nieba. Popatrzyłam przez okno i nie mogłam uwierzyć w co widzę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz